2017-06 Wiosenny Rajd do Pawełek

W tym roku po raz pierwszy wybraliśmy się większą grupą…

2016-08 Pokaz wody i ognia w Nysie

Dziś pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia, za kilka godzin przyjadą…

2016-07 Orle Gniazda Green Ways

2016-07-02 dzień 1 sobota Odcinek Opole Olsztyn Wyruszamy w 3…

2016-07-02:15 Letnia wyprawa doliną Dunaju

W tym roku postanowiliśmy by w lecie zorganizować zagraniczną wycieczkę…

2016-05 Majowy weekend w Jesenikach

Tym razem, ze względu na krótki czas po mojej operacji,…

2017-06-08 Brynica- Rajd Szlakiem Rud Żelaza.

Po raz kolejny postanowiliśmy wziąć udział w rajdzie organizowanym przez sołectwo w Brynicy. Ale impreza zaczynała się dopiero o 13-tej, a my mamy zbiórkę o 9-tej. Pogoda była piękna nas zebrała się 11-tka/ zjawił się nawet Adam, którego dawno już z nami na wycieczce nie było/ i po ktrótkiej dyskusji postanowiliśmy pojechać przez Lędziny,

Chrząstowice w kierunku Turawy. Pierwszy postój zrobliśmy przy nad rzeczką przy dawnym młynie w Dębskiej Kuźni, a następny dopiero  w Niwkach. Tu dogonił nas Czesiek "Pirat", który chyba szóstym zmysłem wyczuł, że w jego stronę jedziemy. Pogadaliśmy chwilę, każdy zjadł to co chciał i miał, no i w drogę. Niestety Adam jak niespodziewanie się pojawił tak i szybko odjechał z Cześkiem P. Bo dla nich nasze tempo było za wolne i po brynickich piachach nie chcieli się z nami kręcić. A my dalej już w 8-kę pojechaliśmy lasem, okrążyliśmy Średnie Jeziorko i wypadliśmy na główna drogę, potem polną w pobliżu wału na Dużym Jeziorze dotarliśmy pod sklep w Turawie. Zrobiliśmy sobie przerwę na lody i nie tylko, a po chwili pojechaliśmy dalej mijając po drodze Srebrne Jeziorko i Kacze Doły. Trochę dziurawym i męczącym asfaltem wypadliśmy na  "krajówce" przed Jełową. Zawróciliśmy kawałek i wjechaliśmy w leśną drogę przed torami- poprowadziłam  rajdersów  na skróty do Łubnian i dalej na boisko w Brynicy, gdzie startował rajd. Najpierw baliśmy się, że nie zdażymy, a w końcu okazało się, że jesteśmy przed czasem i nawet przed organizatorami. Rozsiedliśmy się na ławeczkach i czekaliśmy, posilając się tym co kto jeszcze miał. Po chwili zjawił się p. Krystian i zaczął wypakowywać sprzęt, więc mu trochę pomogliśmy, a ja mogłam przetestować nowy śliczny czerwony rowerek- nagrodę główną w konkursie wiedzy. Wkrótce zaczęli  tłumnie się zjeżdżać kolejni uczestnicy  imprezy i pojawił się jeszcze jeden rajders-Marek, zastępując Herberta, który pojechał do domu. Odebraliśmy numery startowe, prince polo i soczki rozdawane przez organizatorów w pakiecie. Punktualnie o 14-tej nastąpiła odprawa, omówienie tras, podział na grupy/trudniejszą i dłuższą, oraz łatwiejszą/ i po chwili ruszyliśmy. Marek i Kaziu nie chcieli jechać po piachach, więc ruszyli z większością, a w Łubnianach Kazimierz się odłączył i pojechał do domu. Reszta, czyli Tadziu, Leszek, Robert, Czesiek "Pirat" , Sławek i ja , ruszyliśmy w dłuższą trasę w grupie nielicznej, a ślicznej/ w sumie 13 osób, a numerów startowych było z 90/, jak widać niewielu lubi się męczyć. Trasa łatwiejsza wiodła z Brynicy, przez Grabczok i Mańczok do Dąbrówki Łubniańskiej, potem przez Łubniany z powrotem do Brynicy- trochę lasami, większość asfaltami- około 25 km. Nasza prowadziła leśnymi drogami, potem dziurawym asfaltem do Zagwidzia, a dalej piachami do Jełowej, kawałek asfaltem, potem znowu lasem do Studzionki. Po drodze między Zagwiździem, a Jełową, dogonił nas Jacek S, którego trochę przez komórkę pilotowałam. Cała trasa nie była taka zła, dopiero za Studzionką zaczeła się droga przez mękę- czyli piachy i trawy takie,  że czasem wogóle drogi nie było widać- w sumie przejechaliśmy jakieś 35 km, tyle, że my już do Brynicy wykreciliśmy już 45, więc już mieliśmy z lekka dość. Po przyjeździe na boisko, wygłodniali rzuciliśmy się na ciasto, kiełbaski, a ja zafundowałam sobie karkóweczkę z grila, /trochę tego było za dużo na raz i w drodze powrotnej bardzo cierpiałam/. W między czasie odbywał się na boisku mecz piłkarski, a trochę z boku tradycyjny konkurs – rzut rudą. Jest to niby niepozorny kawałek skały, ale swoje waży, więc nasi panowie nie bardzo mieli ochotę mierzyć się z miejscowymi osiłkami, ja zresztą też. Zrobiło się trochę późno, więc na konkurs wiedzy nie czekaliśmy tylko najkrótszą drogą przez Świerkle i Czarnowąsy pognaliśmy na Opole. Sławek miał czas, więc jeszcze został, a Czesiek narzucił takie tempo, że mój przemęczony żołądek tego nie wytrzymał, więc zwolniliśmy z Jackiem, a wkrótce też Tadeusz z Markiem i Leszkiem się odłączyli, bo kierowali sie w stronę Centrum. A my dotarliśmy na swoją Malinkę po 19- tej robiąc 99km.

Ostatnio zmieniany piątek, 30 czerwiec 2017 22:05

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 548 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie