2018-09-25 Pierwsza zimowa wycieczka

W piątek lato , w sobotę powitanie jesieni, w niedzielę…

2018-10-05:07 Powitanie jesieni w Pawełkach

Piątek 5.10.2018 – pierwszy dzień rajdu. Zastanawiałam się, który raz…

2018-09-30 Krapkowice - Święto Dyni

Lato skończyło się tak nagle jak się zaczęło i trudno…

2018-05-01 - 06 Majówka w Jesenikach

Wyruszyliśmy ode mnie o godzinie 8:30 w składzie ja, Grażyna,…

Niedzielne wycieczki

Co tydzień w niedziele organizujemy wycieczki. Startujemy o godzinie 9,…

2020-01-12 W poszukiwaniu Ameryki

Zima w tym roku jeszcze nie dojechała, więc korzystamy z ciepełka i nadal jeździmy w dość sporym składzie. Tego poranka zebrało się nas aż 13- tu chętnych, a czternasta spóźnialska dogoniła nas po drodze. Trochę trudno się teraz wydostać z miasta, bo wszędzie są wykopki, ale przedarliśmy się jakoś przez Oleską, koło basenu, a potem Harcerską dotarliśmy na Budowlanych.

Chcieliśmy pojechać w stronę Dobrzenia, Chróścic, by w drodze powrotnej wstąpić do "Galerii Bruna", który wrócił do artystycznej działalności - kiedyś strugał, a teraz toczy różne drewniane cudeńka. Zjeżdżając z wiaduktu trafiliśmy na parę rowerzystów, których Sławek zachęcał do wspólnej jazdy z nami i przyłączyli się na krótką chwilę, ale wkrótce odjechali w sobie tylko wiadomym kierunku. My wyfociliśmy po drodze pasące się w polu spore stado łabędzi, a koło "Lelka" dołączył do nas kolega koleżanki i była nas już 15-tka. Pojechaliśmy przez Sławice pod pałac w Niewodnikach, pooglądaliśmy z żalem jak niszczeje samotnie, zrobiliśmy parę fotek, a Maciej ruszył na "sprzątanie świata" i z pełnym poświęceniem wyciągał przy pomocy kijaszka porzucony tam przez jakiegoś śmieciarza katalog. W międzyczasie pozostali częstowali się wzajemnie różnymi słodkościami, a co głodniejsi wsuwali kanapki. Z Niewodnik bocznymi drogami, wałami, dotarliśmy na śluzę w Naroku, a po zrobieniu kilku zdjęć przekroczyliśmy Odrę i wylądowaliśmy w Chróścicach. Tu Sławomir dokonał rozłamu w naszym zespole i nie bacząc, że za Kazimierzem ruszyła już połowa grupy, wymyślił zwiedzanie miejscowości. Trochę mnie to zdenerwowało i nie wiedząc czy przyłączyć się "do pięknych, czy do mądrych" – dogoniłam uciekających i zawróciłam ich z drogi. Tylko Bercik z Paździochem się nie dali i mając dość naszego szwendania pojechali do domu, bo im się trochę na obiad spieszyło. A my na skróty dogoniliśmy grupę Sławomira pod pomnikiem koło kościoła. Poczytaliśmy napisy szukając znajomych nazwisk i nie chcąc wracać do domu tą drogą, co zawsze, zachęciłam ich do szukania "Ameryki". Nie do końca wiedziałam, co to jest i jak tam dojechać, więc wezwałam na pomoc Jacusia i jego Endo-Błądo. No i cóż jak zawsze, prowadziło nas raz w lewo, raz wprawo, potem w błota, aż w końcu wróciłam do swojej pamięci i przejęłam dowodzenie. Na jednej z bocznych dróg "Nowy" złapał gumę - czyli frycowe zapłacił, na szczęście dętkę miał, więc szybko zmienił, a ja wbrew woli Jacka i jego Endo, poprowadziłam ich malowniczą asfaltówką pod lasem. Napotkana kobieta powiedziała nam, że Amerykę to już minęliśmy chociaż nie wiedzieliśmy kiedy, ale za to trafiliśmy na farmę danieli. Po kilku ochach i achach, pojechaliśmy dalej, a Jacuś znów odebrał sygnał od swojego "jednokomórkowego" przewodnika, że w pobliżu czeka Ameryka. To pojechaliśmy i trafiliśmy na kępę drzew, zagrodę z małą szopką i wielką kupą "guana" ale bizona nie było. Obejrzeliśmy ten cud natury i zawróciliśmy na główną drogę lądując w Dobrzeniu Wlk., lekko okrężną drogą dotarliśmy do drewnianego kościoła św. Rocha. Zajechaliśmy go od innej strony niż zwykle iii odkryliśmy zabytkowy mural-płaskorzeźbę, ku pamięci wszystkich poległych i zaginionych na polach bitewnych. Ten "pomnik" powstał w 1931 r. I ma dwie części po prawej są sylwetki zaginionych i poległych żołnierzy, a po prawej opłakujących ich i czekających kobiet, w środku są tablice. Tyle razy tam byliśmy, a tego miejsca większość z nas nie widziała. Po obejrzeniu ruszyliśmy do parku w centrum miejscowości na przerwę śniadaniowo-obiadową, a następnie pojechaliśmy wałami nadodrzańska ścieżką w stronę Czarnowąs. Niestety do Bruna nie wstąpiliśmy, bo go nie było, więc przełożyliśmy to na inny raz, a że pora zrobiła się już odpowiednia to rozjechaliśmy się do domów. W sumie zrobiliśmy jakieś 55 km i dobrze się bawiliśmy.

Kalendarz

Odwiedzający

Odwiedza nas 142 gości oraz 0 użytkowników.

Początek strony

Używamy cookies i podobnych technologii m.in. w celach: świadczenia usług, reklamy, statystyk. Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień twojej przeglądarki oznacza, że będą one umieszczane w Twoim urządzeniu końcowym. Aby dowiedzieć się więcej zapoznaj się z naszą polityką prywatności.

Zgadzam się na używanie plików cookies na tej stronie